Tak jak tytuł wskazuje, dziewczyny świętowały dzisiaj urodziny Rocki.
Na początek Rigby obdarowała ją rysunkami, wierszem swojego autorstwa, oraz czekoladą. Troszkę później, kiedy Zuzi - pies Rocki ; udało się opanować ciągłe lizanie po nogach Riby, zagrały na Nintendo Wii. Było bilsko, a by się pozabijały bo tak machały pilotem :D
Następnie przyszła kolej na rysowanie różnych rzeczy z zamkniętymi oczami. Zaczęły od portretów siebie nawzajem, potem zwierzęta i inne. Zdecydowanie lepiej wyszło to u Rocki, gdyż u Rigby ''mordka'' (tzn. nos, oczy itd.) nie była na twarzy... tylko na drugim końcu kartki. Jej przyjaciółka przynajmniej wcelowała :D
O ile dobrze pamiętam, następnym zajęciem dziewcząt były gry planszowe. Rocki ich trochę ma. Najwięcej śmiechu, było przy grze Postaw na milion. Jubilatka nie raz traciła cały milion na pierwszym pytaniu, kilka razy... pod rząd xD Rigby się to nie zdarzyło.
Śmiały się jeszcze sporo kiedy grały w Toy Story (planszówka). Rocki musiała skakać w górę jak Bazz Astral, lub Rigby co ''strzelała'' w przyjaciółkę ze swojego laserowego pistoletu... (... z rąk XD)
Dziewczyny strzelały jeszcze z nieprawdziwego łuku na podwórku. W tej konkurencji znowu wygrała Rocki. Niestety, Rigby nie odziedziczyła talentu takiego jak jej brat, jeśli chodzi o te klocki. Strzała nawet daleko nie leciała. Bardziej wypadała tylko z rąk.
Kartek marnowania nie koniec! Naszła kolej na Papierosa! Pewnie wielu grało w tą zabawną grę! Odpowiedzi wychodziły różne! Jak np.:
Pytanie: Czy kochałaś się w Chudoniu? Odpowiedź: Lubię żyrafy a szczególnie kiedy są tęczowe.
Mnóstwo tego było. Może jutro dodamy? ;)
Później Rigby stworzyła tylko swoją postać na Nintendo Wii, oczywiście Murzyna, a jakże by inaczej?
Rzecz bez której nie mogłyby się dzisiaj obejść to wyjście na dwór! Tak. Dzisiaj też odwiedziły nerwotyczne osiedle. Niestety nie miały innego miejsca nić Bezimienne drzewo. Nerwotyk zajęła spółka Staśka i Stasiek, Plac zabaw i tamtejsze okolice zajęła spółka Redoszównej (tym razem bez Bochenka). Niedaleko krążyły świstaki. Cóż. Więc dwie godziny spędziły pod tak owym drzewem. Później, kiedy zdążyły już się rozstać, rozpałętała się tak wielka burza! Do późnego wieczora trwała! (dla ciekawych: skończyła się po 23).
Tak minął ten dzionek. Do usłyszenia!
nerwotyczne
wtorek, 5 sierpnia 2014
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Burza burza burza... no i upał ;)
Dzisiaj słońce nie żałowało ciepła. Gorąco było w cholerę. Ale cóż. Bywa i tak.
Na początku dziewczyny miały się wybrać do kina z rana (tj. na 11.00). Rigby oczywiście zaspała i obudziła ją Rocki. Zdążyły pójść po darmowe wejściówki. Kiedy ujrzały na jaki film są, zrezygnowały. Nie będą przecież oglądać Alibaby! Więc troszkę się powłóczyły po całym mieście. Nie mogły znaleźć dobrego miejsca z cieniem. Nawet w Nerwotyku było źle!
Po jakimś czasie, kiedy miejsce idealne zostało znalezione, Rocki musiała iść do babci. Ok. Rozstały się i każda poszła w swoją drogę.
W domach się nudziły. Nie mogły wyjść wcześniej niż o 16.00 ze względu na to, iż Rigby miała tak późno obiad. Przynajmniej trochę słońce się schowało.
Były już przed Nerwotykiem. Dwie sierotki zapomniały wziąść kartek i markerów, więc się troszkę ponudziły. Zagrały z czasu w siatkówkę, pośmiały się ze świstaków, pomęczyły trochę telefony. W między czasie, dwa razy zaczynało padać, a wcześniej jeszcze grzmieć. Niestety dopiero za trzecim razem rozpałętała się prawdziwa burza! Tak mocno padało, że żywej duszy nigdzie nie było widać! Oczywiście, przyjaciółki się schowały. Na początku szukały czegoś do zabawy. Nic. Pograły więc trochę na telefonach. Nie za długo, bo Rigby'ego telefon zaczął padać. Po jakimś czasie nudów i plecieniu z bryloczka różnych rzeczy, postanowiły postrzelać w siebie nawzajem frotką. Rigby nie raz dostała w głowę, nie udało je się jednak oddać. Trudno.
Nie pamiętam jak do tego doszło. Wojna na frotkę przerodziła się w rzeź na ścianie. Oczywiście z cieni! Nie myślcie sobie ;) Burza już dawno przeszła, jednak przyjaciółkom dobrze było w Nerwotyku. Nadszedł jednak czas rozstania...
Rigby wracała samotnie ale spokojnie, jak zawsze, obok bloków przy pizzerii. Niestety. Przy owych blokach pojawił się Stasiek! Rozmawiał przez telefon. Było blisko, a zobaczyłby dziewczynę! Schowała się ona za drzewem, kiedy chłopak ruszył, chyba, do domu. Rocki wróciła bez żadnych problemów.
Jutrzejszy dzień zapowiada się świetnie! Rocki ma urodziny, odwiedzi więc ją Rigby. Jesteście ciekawi co będzie? Podejrzewam, iż jutrzejsza notatka będzie na serio długa!
Na początku dziewczyny miały się wybrać do kina z rana (tj. na 11.00). Rigby oczywiście zaspała i obudziła ją Rocki. Zdążyły pójść po darmowe wejściówki. Kiedy ujrzały na jaki film są, zrezygnowały. Nie będą przecież oglądać Alibaby! Więc troszkę się powłóczyły po całym mieście. Nie mogły znaleźć dobrego miejsca z cieniem. Nawet w Nerwotyku było źle!
Po jakimś czasie, kiedy miejsce idealne zostało znalezione, Rocki musiała iść do babci. Ok. Rozstały się i każda poszła w swoją drogę.
W domach się nudziły. Nie mogły wyjść wcześniej niż o 16.00 ze względu na to, iż Rigby miała tak późno obiad. Przynajmniej trochę słońce się schowało.
Były już przed Nerwotykiem. Dwie sierotki zapomniały wziąść kartek i markerów, więc się troszkę ponudziły. Zagrały z czasu w siatkówkę, pośmiały się ze świstaków, pomęczyły trochę telefony. W między czasie, dwa razy zaczynało padać, a wcześniej jeszcze grzmieć. Niestety dopiero za trzecim razem rozpałętała się prawdziwa burza! Tak mocno padało, że żywej duszy nigdzie nie było widać! Oczywiście, przyjaciółki się schowały. Na początku szukały czegoś do zabawy. Nic. Pograły więc trochę na telefonach. Nie za długo, bo Rigby'ego telefon zaczął padać. Po jakimś czasie nudów i plecieniu z bryloczka różnych rzeczy, postanowiły postrzelać w siebie nawzajem frotką. Rigby nie raz dostała w głowę, nie udało je się jednak oddać. Trudno.
Nie pamiętam jak do tego doszło. Wojna na frotkę przerodziła się w rzeź na ścianie. Oczywiście z cieni! Nie myślcie sobie ;) Burza już dawno przeszła, jednak przyjaciółkom dobrze było w Nerwotyku. Nadszedł jednak czas rozstania...
Rigby wracała samotnie ale spokojnie, jak zawsze, obok bloków przy pizzerii. Niestety. Przy owych blokach pojawił się Stasiek! Rozmawiał przez telefon. Było blisko, a zobaczyłby dziewczynę! Schowała się ona za drzewem, kiedy chłopak ruszył, chyba, do domu. Rocki wróciła bez żadnych problemów.
Jutrzejszy dzień zapowiada się świetnie! Rocki ma urodziny, odwiedzi więc ją Rigby. Jesteście ciekawi co będzie? Podejrzewam, iż jutrzejsza notatka będzie na serio długa!
sobota, 2 sierpnia 2014
Bochenek, Psychicznie chory i inni ;)
Znowu notatka z ostatnich dni. Przepraszamy ;c
Psychicznie Chory, zwany również Norbertem, dręczy ostatnio Rigby'ego. Dziewczyny muszą uciekać przed nim do Nerwotyka. Gdyby tego było mało, Ps.Ch. przerzuca się na Rocki. Ją też teraz prześladuje. Oczywiście druga, cieszy się. Obie mają nadzieję, że da im wreszcie spokój.
W tytule padło słowo, a raczej ''imię'' Bochenek. Pełna nazwa to Świstakowy Bochenek. Kto to? Albo co to? Otóż to nasza stara, dobra Jakubinka! Dostała nowe przezwisko całkowicie przypadkowo od Rocki. Możecie pomyśleć Jak to przypadkowo?! Nie da się tak! itp. Otóż już wyjaśniam ;)
Dziewczyny pisały ze sobą na facebooku, jak to mają w zwyczaju przyjaciółki. Rocki poinformowała Rigby o tym, iż Świstaki ''mają'' swój własny film pt.: Dzień Świstaka. Rigby pisała w tym czasie z Jakubinką, jak zawsze, na asku. Nic więc dziwnego, że napisała do niego również o tym.
-No tak. Nawet jestem głównym bohaterem. - rzekł wtedy jeszcze nie, Bochenek.
Rigby przekazała to przyjaciółce. Ta coś tam odpisała (już nie pamiętam co) i zamiast bohaterem napisała bochenkiem. Stąd wzięła się ta ksywa. Jakubinka nie przepada za tym imieniem, raz nawet z ''rewanżu'' nazwał biednego Słonika pasztetem. Chłopak zdecydowanie bardziej woli miano Świstaka. Nie wiemy czemu.
Ostatnio (czyli wczoraj), przyjaciółki grały w siatkówkę, pod drzewem bez nazwy. Młodzi mieszkańcy osiedla grali w podchody. Przez ulicę na której przebywały dziewczyny, przechodzili: Redoszówna, Bochenek oraz dobra znajoma, Julka. Słychać było wyraźnie o czym rozmawiali. Oto urywki ich rozmowy:
-Która to Słonik ? - spytała się Redoszówna.
Przyjaciółki się zaśmiały.
-Rigby - powiedział Świstak.
-Tak ja - odparła ze śmiechem, kiedy usłyszała swoje imię.
-A Żółw? - kontynuował.
-Rocki - brzmiała odpowiedź.
Przyjaciółki powiedziały coś w stylu W ogóle nie było słychać XDD. Nie pamiętam, jak dalej ciągnęła się rozmowa. Zapamiętałam moment, kiedy chyba Redoszówna mówiła ...Słonik...Żółw... pokazując nas. Jakubinka pełen szczęścia (nie wiedzieć czemu) podniósł jedną rękę do góry, druga pozostała w dole, machał dłońmi (tak jakby miał pompony) i krzyknął Świstak! Rigby i Rocki się zaśmiały. Padły jeszcze pojedyncze słowa typu Bochenek lub Świstakowy Bochenek. Później cała trójca poszła.
Dziewczęta ruszyły pod Nerwotyk. Tam siedziały sobie spokojnie. Nie wiedzą nawet kiedy, jakiś pijany facet, pokazywał w stronę Rigby'ego palcem wskazującym, bełkocząc Od kołyski aż po grób. Dziewczynie od razy skojarzyło się to z tytułem filmu. Zaśmiały się. Parę minut później, obie postanowiły pograć w siatę. Wstały. Szedł inny mężczyzna, również napity. Palcem pogłaskał Rigby po głowie z tyłu. Przyjaciółki się zdziwiły. Odparły śmiechem. Ruszyły do gry. Facet powrócił z bloku, usiadł na ławce i bacznie obserwował całą grę. Dziewczyny nie wiedziały co zrobić. Martwiły się o torebki, w których są telefony. Dziwnie byłoby uciec tak nagle. On by się domyślił. Rigby uratowała siebie i przyjaciółkę. Wpadła na pomysł.
-Ej! Która godzina?- powiedziała. Rocki nic nie podejrzewała. Podeszły do swoich rzeczy.
-19.30. - patrzyła na przyjaciółkę z lekkim zdziwieniem, które potem odeszło.
-O kurde! To ja spóźniona jestem do domu!
To był idealny pretekst by odejść. Poszły pod drzewo. Tam spotkały później świstaki. (inne, nie Bochenka ;D). Poprzekomarzały się z nimi. Oczywiście wygrały. Następnie zmieniły miejsce na osiedle Rocki. Chwilę później te same świstaki, i jeszcze jeden, co doszedł, odbijały piłkę do nogi. Rocki i Rigby celowały podczas swojej gry, w jednego ze świstaków piłką, by go powkurzać. Nie raz oberwał. Tak zakończył się wczorajszy dzień.
Dzisiaj z kolei było podobnie. Dziewczyny próbują odgadnąć pod którym numerem mieszka Jakubinka, i dręczą go ''listami''. Pojawił się też Norbert, którego dawno nie widziały. Rigby musiała uciec spod drzewa do Nerwotyka, samotnie z piłką. Rocki zabrała torebki i szła spokojniej. Jej tak bardzo nie gonił. Teraz już się dziewczyna obawia. Obie muszą już uciekać.
Psychicznie Chory, zwany również Norbertem, dręczy ostatnio Rigby'ego. Dziewczyny muszą uciekać przed nim do Nerwotyka. Gdyby tego było mało, Ps.Ch. przerzuca się na Rocki. Ją też teraz prześladuje. Oczywiście druga, cieszy się. Obie mają nadzieję, że da im wreszcie spokój.
W tytule padło słowo, a raczej ''imię'' Bochenek. Pełna nazwa to Świstakowy Bochenek. Kto to? Albo co to? Otóż to nasza stara, dobra Jakubinka! Dostała nowe przezwisko całkowicie przypadkowo od Rocki. Możecie pomyśleć Jak to przypadkowo?! Nie da się tak! itp. Otóż już wyjaśniam ;)
Dziewczyny pisały ze sobą na facebooku, jak to mają w zwyczaju przyjaciółki. Rocki poinformowała Rigby o tym, iż Świstaki ''mają'' swój własny film pt.: Dzień Świstaka. Rigby pisała w tym czasie z Jakubinką, jak zawsze, na asku. Nic więc dziwnego, że napisała do niego również o tym.
-No tak. Nawet jestem głównym bohaterem. - rzekł wtedy jeszcze nie, Bochenek.
Rigby przekazała to przyjaciółce. Ta coś tam odpisała (już nie pamiętam co) i zamiast bohaterem napisała bochenkiem. Stąd wzięła się ta ksywa. Jakubinka nie przepada za tym imieniem, raz nawet z ''rewanżu'' nazwał biednego Słonika pasztetem. Chłopak zdecydowanie bardziej woli miano Świstaka. Nie wiemy czemu.
Ostatnio (czyli wczoraj), przyjaciółki grały w siatkówkę, pod drzewem bez nazwy. Młodzi mieszkańcy osiedla grali w podchody. Przez ulicę na której przebywały dziewczyny, przechodzili: Redoszówna, Bochenek oraz dobra znajoma, Julka. Słychać było wyraźnie o czym rozmawiali. Oto urywki ich rozmowy:
-Która to Słonik ? - spytała się Redoszówna.
Przyjaciółki się zaśmiały.
-Rigby - powiedział Świstak.
-Tak ja - odparła ze śmiechem, kiedy usłyszała swoje imię.
-A Żółw? - kontynuował.
-Rocki - brzmiała odpowiedź.
Przyjaciółki powiedziały coś w stylu W ogóle nie było słychać XDD. Nie pamiętam, jak dalej ciągnęła się rozmowa. Zapamiętałam moment, kiedy chyba Redoszówna mówiła ...Słonik...Żółw... pokazując nas. Jakubinka pełen szczęścia (nie wiedzieć czemu) podniósł jedną rękę do góry, druga pozostała w dole, machał dłońmi (tak jakby miał pompony) i krzyknął Świstak! Rigby i Rocki się zaśmiały. Padły jeszcze pojedyncze słowa typu Bochenek lub Świstakowy Bochenek. Później cała trójca poszła.
Dziewczęta ruszyły pod Nerwotyk. Tam siedziały sobie spokojnie. Nie wiedzą nawet kiedy, jakiś pijany facet, pokazywał w stronę Rigby'ego palcem wskazującym, bełkocząc Od kołyski aż po grób. Dziewczynie od razy skojarzyło się to z tytułem filmu. Zaśmiały się. Parę minut później, obie postanowiły pograć w siatę. Wstały. Szedł inny mężczyzna, również napity. Palcem pogłaskał Rigby po głowie z tyłu. Przyjaciółki się zdziwiły. Odparły śmiechem. Ruszyły do gry. Facet powrócił z bloku, usiadł na ławce i bacznie obserwował całą grę. Dziewczyny nie wiedziały co zrobić. Martwiły się o torebki, w których są telefony. Dziwnie byłoby uciec tak nagle. On by się domyślił. Rigby uratowała siebie i przyjaciółkę. Wpadła na pomysł.
-Ej! Która godzina?- powiedziała. Rocki nic nie podejrzewała. Podeszły do swoich rzeczy.
-19.30. - patrzyła na przyjaciółkę z lekkim zdziwieniem, które potem odeszło.
-O kurde! To ja spóźniona jestem do domu!
To był idealny pretekst by odejść. Poszły pod drzewo. Tam spotkały później świstaki. (inne, nie Bochenka ;D). Poprzekomarzały się z nimi. Oczywiście wygrały. Następnie zmieniły miejsce na osiedle Rocki. Chwilę później te same świstaki, i jeszcze jeden, co doszedł, odbijały piłkę do nogi. Rocki i Rigby celowały podczas swojej gry, w jednego ze świstaków piłką, by go powkurzać. Nie raz oberwał. Tak zakończył się wczorajszy dzień.
Dzisiaj z kolei było podobnie. Dziewczyny próbują odgadnąć pod którym numerem mieszka Jakubinka, i dręczą go ''listami''. Pojawił się też Norbert, którego dawno nie widziały. Rigby musiała uciec spod drzewa do Nerwotyka, samotnie z piłką. Rocki zabrała torebki i szła spokojniej. Jej tak bardzo nie gonił. Teraz już się dziewczyna obawia. Obie muszą już uciekać.
To tyle w dzisiejszym poście. Ciekawi co dalej? ;) Pozdrawiamy!
poniedziałek, 28 lipca 2014
My Little Pony, świstaki i inne kupaki ;3
Notatka z kilku ostatnich dni.
Rigby jednak żyje.Rocki dzielnie ją broniła przed świstakiem Jakubinką. Wystawiła rękę kiedy się do nich zbliżał i powiedziała Zostaw ją ja bronię zwierzęta! Czy coś w tym stylu ;) Rigby pisała opowiadanie na ławce przy Nerwotyku. Zamiast jednak siedzieć jak normalny człowiek na ławce, wolała chodnik. Zielona ławka służyła jej wówczas jako biurko.
Dwie przyjaciółki ciągle nie mogły się zdecydować, co mają robić. Grały w siatkówkę, siedziały, grały ale już tak, że Rigby siedziała w dole a Rocki na chodniku stała.
Później poszły do Topazu, po skrzydełka dla Zuzi - psa Rocki. Przy okazji kupiły gumy z MLP. Miały nadzieję, że są z tatuażami. Jednak kiedy Rocki przykleiła swoją Rainbow Dash na rękę Rigby'ego, ta zorientowała się, że to są naklejki. Miały oczywiście załamanie. Po jakimś czasie, kiedy znowu były przy Nerwotyku, RD znalazła się na śmietniku. Koniec w końcu postanowiły uzbierać całą kolekcję tych naklejek (czyli 12). Pomijając fakt, że Rocki trafiła się raz naklejka ucięta, to przynajmniej jest ten sam konik ;D
Wcześniej jeszcze, przed tymi kucykami, dziewczyny zjadły obiad w pizzerii, siedząc na asku i pisząc z Jakubinką :3
Dalej już nic ciekawego się nie działo. Dzisiaj jeszcze rozmowy w komentarzach się odbyły odnośnie psychiatry. Potem jeszcze wspomniały o Jakubince co nie widział ich w Nerwotyku. Ten trochę też popisał. Jednak najlepsze rozmowy są na asku :D
Rigby jednak żyje.Rocki dzielnie ją broniła przed świstakiem Jakubinką. Wystawiła rękę kiedy się do nich zbliżał i powiedziała Zostaw ją ja bronię zwierzęta! Czy coś w tym stylu ;) Rigby pisała opowiadanie na ławce przy Nerwotyku. Zamiast jednak siedzieć jak normalny człowiek na ławce, wolała chodnik. Zielona ławka służyła jej wówczas jako biurko.
Dwie przyjaciółki ciągle nie mogły się zdecydować, co mają robić. Grały w siatkówkę, siedziały, grały ale już tak, że Rigby siedziała w dole a Rocki na chodniku stała.
Później poszły do Topazu, po skrzydełka dla Zuzi - psa Rocki. Przy okazji kupiły gumy z MLP. Miały nadzieję, że są z tatuażami. Jednak kiedy Rocki przykleiła swoją Rainbow Dash na rękę Rigby'ego, ta zorientowała się, że to są naklejki. Miały oczywiście załamanie. Po jakimś czasie, kiedy znowu były przy Nerwotyku, RD znalazła się na śmietniku. Koniec w końcu postanowiły uzbierać całą kolekcję tych naklejek (czyli 12). Pomijając fakt, że Rocki trafiła się raz naklejka ucięta, to przynajmniej jest ten sam konik ;D
Wcześniej jeszcze, przed tymi kucykami, dziewczyny zjadły obiad w pizzerii, siedząc na asku i pisząc z Jakubinką :3
Dalej już nic ciekawego się nie działo. Dzisiaj jeszcze rozmowy w komentarzach się odbyły odnośnie psychiatry. Potem jeszcze wspomniały o Jakubince co nie widział ich w Nerwotyku. Ten trochę też popisał. Jednak najlepsze rozmowy są na asku :D
sobota, 26 lipca 2014
Pamiętnik.
Dwaj przyjaciele, szukali odpowiedzi na dziwne zjawiska w ich mieście. Poszli do biblioteki miejskiej. Spędzili tam mnóstwo godzin, a nawet dni. Znaleźli jakiś stary pamiętnik, podajże naukowca, z 1921 roku. Zaczęli go czytać. Mimo, że wydawał się gruby, to nie był do końca zapisany.
Dzień 1.
Pierwszy wpis. Nigdy nie prowadziłam niczego w rodzaju pamiętnika. Trochę dziwne uczucie. Zamierzam tu pisać o swoich doświadczeniach życiowych. Niedługo mamy zająć się w firmie, jakąś podajże orką? Żyjącą na kosmosie w celu badań. Hah, ciekaw jestem czy istnieje?
Dzień 6.
Dzień 1.
Pierwszy wpis. Nigdy nie prowadziłam niczego w rodzaju pamiętnika. Trochę dziwne uczucie. Zamierzam tu pisać o swoich doświadczeniach życiowych. Niedługo mamy zająć się w firmie, jakąś podajże orką? Żyjącą na kosmosie w celu badań. Hah, ciekaw jestem czy istnieje?
Dzień 6.
Pada deszcz. Konkretniej jest burza. Ukrywamy się w naszym laboratorium w Nerwotyku. Wszędzie poza nim są ZOMBIE. To jest jedyne bezpieczne miejsce. W kropelkach deszczu ukryte są substancje zombie-menowe. Stąd biorą się te potwory, które zabijają ludzi. Musimy znaleźć na to lekarstwo i pozbyć się zarazy.
Dzień 8.
Wyruszamy w podróż badawczą w kosmos. Nasze podejrzenia padają na Galbatorixa, niezwykła orka mieszkająca na Jowiszu. Ciekawe ile w tym prawdy?
Dzień 9.
Podróż minęła nam bez większych kłopotów. Dotarłyśmy na Jowisza. Szukałyśmy orki. Znalazłyśmy ją po dwóch godzinach. Nie mieliśmy jednak czasu na badania, ponieważ musieliśmy znaleźć miejsce na nocleg.
Dzień 11.
Galbatorix nie był chętny do badań. W końcu jednak dał się przekonać. Dzisiaj zaczęłyśmy od sprawdzenia wody. Zdziwiliśmy się kiedy na dnie basenu były plasterki mielonki! Musimy sprawdzić cały basen. Orkę przeniesiemy do specjalnej kapsuły z wodą.
Dzień 13.
Przeniesienie Galbatorixa zajęło dwa dni. Przeżyliśmy szok, kiedy ujrzeliśmy jego brzuch. Był w kolorach tęczy!
Dzień 17.
Utknęliśmy w martwym punkcie. Nie znamy substancji zawartych w wodzie, ani w mielonce. Co mamy robić dalej? Zbadamy jeszcze ten kolorowy brzuch...
Dzień 20.
Pojawiają się nowe odpowiedzi! Wczoraj zaobserwowaliśmy, jak opiekunowie- przyjaźni kosmici; orki wylewali wodę z kapsuły na nasze miasto. To wiele wyjaśnia. Faktycznie, ulewy były regularne - co 14 dni. Woda wyglądała inaczej, niż ta z basenu. W kapsule daliśmy substancje potrzebne do życia w proszku, zamiast mielonki. Widocznie to przez nią te dziwne mutacje.
Dzień 23.
Jest źle.Galbatorix zachorował. Nie mamy dla niego lekarstwa. Nic na tą orkę nie działa! Robi się zielona. A jej brzuch, tak jakby zgnił... Przeraża nas jej stan.
Dzień 27.
Niestety, Galbatrix nie mógł już być z nami. Zmienił się w zombie. Musieliśmy go zabić. Zagrażał naszemu życiu! Chcemy sprawdzić resztę planety, by takie sytuacje się już nigdy nie powtórzyły. Pomogą nam specjalne roboty.
-Już wszystko jasne! Te mumie, które występują w pamiętniku... one już się rozwinęły! Zaczęły atakować naszą planetę w celu zemsty. Przecież ci ludzie, którzy ich atakowali już od dawna nie żyją! Ludzkość nie ma szans na przetrwanie... Zaraz! Przecież tam, ta orka... miała opiekunów. Przyjaznych kosmitów. Trzeba ich odnaleźć! - mówił Jackson do swojej towarzyszki.
-Ok. Poinformuję Manfreda. On na pewno nam pomoże. - odpowiedziała Megan.
-Eh.. nie wiem czy ten kocur da radę...
-Dalej nie możesz z nim współpracować? Przecież on ma tak rozwiniętą technologię! A dzięki tęczowej żyrafie na pewno szybko mu pójdzie!
-Dobra...
Przyjaciele wzięli się do pracy. Niestety nie szło im za dobrze. Manfred ma kłopoty z podróżą. Utknął na Marsie. Jego zwierzę potrzebuje zgrzewki piwa by przeżyć. Nie ma jednak tego napoju w innym miejscu niż na Ziemi. Wysłał wiadomość do ludzi. Musi czekać. Przez ten czas, nic nie da się zrobić. Jedyni przyjaźni kosmici mieszkają po drugiej stronie Marsa. Nie może przecież zostawić żyrafy. Sam też nie da rady podróżować.
Minęły trzy dni. W końcu przyleciała pomoc z piwem. W ostatnim momencie żyrafa się napiła. Inaczej już by zginęła a Manfred nie mógłby odnaleźć przyjaciół-kosmitów. Teraz jednak może wyruszać na dalsze poszukiwania.
Kilka godzin później cała armia Marsjaninów wyruszyła na pomoc Ziemi. Bez większych kłopotów zabiła kolorowe mumie. Ludzkość ocalona!!
-Na prawdę nie wiemy jak możemy się odwdzięczyć! - mówiła Meg do kapitana armii.
-Drobiazg. Może macie w zapasie trochę piwa? Bardzo nam posmakowało i chcielibyśmy mieć go na naszej planecie.
-Oczywiście! Już wam pakujemy do statku.
-Dzięki.
Napój zapakowany. Marsjaninie odlatują. Wszyscy machają im na pożegnanie. Chwile później odleciał Manfred. Tak zakończyła się ta przygoda. Błąd z przeszłości naprawiony. Obiecujmy, nigdy więcej orek ani mumii w kosmosie! Kot nam w zupełności wystarczy.
Dzień 32.
To dziwne. Nasze roboty nie wracają. Miały przybyć do nas z powrotem po trzech dniach. Minęło pięć. Wybieramy się jutro z rana na poszukiwania. Miejmy nadzieję, że wszystko jest w porządku.
Dzień 34.
Znaleźliśmy je, lecz w nie najlepszym stanie. Prócz nich znaleźliśmy... jeszcze jakieś dziwne istoty. Przypominają mumie, ale ich skóra jest różowa a stare bandaże pomarańczowe. Może to inna odmiana? Wyglądają przyjaźnie. Będziemy ostrożni. Z robotów zrobili sobie stoły, oraz inne rzeczy gospodarcze. Ich wioska wygląda jak z horroru dla dorosłych.
Dzień 37.
Nasze życie jest zagrożone! Musimy zabić te stworzenia! Zabiły Mike'a kiedy chciał do nich podejść. Jego ciało wyglądało okropnie. Otruły go, a my nie mieliśmy czasu na podanie lekarstwa. Zgon natychmiastowy. Kosmiczne mumie zabrały go i położyły na plastrach mielonki. Co oni mają do niej?!
Dzień 40.
Pracowaliśmy nad specjalnym kombinezonem, by zbliżyć się do tych przerażających istot i ich zabić. Oby nam się powiodło!
Dzień 42.
Zmuszeni zostaliśmy do ucieczki. Mumie rozpoczęły wojnę. Nie mieliśmy szans! Ledwo daliśmy radę uciec. Nie możemy pozwolić by kolejna osoba z naszej załogi zginęła.
Dzień 46.
To już koniec. Nie możemy dalej prowadzić badań. Orka przez którą wystąpiły mutacje nie żyje. Nie damy rady zabić mumii. Pozostaną tajemnicą. Przecież, nie umieją jeszcze podróżować w kosmosie. Jesteśmy na Ziemi, w Nerwotyku. Wszystko jest w porządku. Nie ma już zombie. To koniec pamiętnika. Nie widzę sensu na dalsze prowadzenie. -Już wszystko jasne! Te mumie, które występują w pamiętniku... one już się rozwinęły! Zaczęły atakować naszą planetę w celu zemsty. Przecież ci ludzie, którzy ich atakowali już od dawna nie żyją! Ludzkość nie ma szans na przetrwanie... Zaraz! Przecież tam, ta orka... miała opiekunów. Przyjaznych kosmitów. Trzeba ich odnaleźć! - mówił Jackson do swojej towarzyszki.
-Ok. Poinformuję Manfreda. On na pewno nam pomoże. - odpowiedziała Megan.
-Eh.. nie wiem czy ten kocur da radę...
-Dalej nie możesz z nim współpracować? Przecież on ma tak rozwiniętą technologię! A dzięki tęczowej żyrafie na pewno szybko mu pójdzie!
-Dobra...
Przyjaciele wzięli się do pracy. Niestety nie szło im za dobrze. Manfred ma kłopoty z podróżą. Utknął na Marsie. Jego zwierzę potrzebuje zgrzewki piwa by przeżyć. Nie ma jednak tego napoju w innym miejscu niż na Ziemi. Wysłał wiadomość do ludzi. Musi czekać. Przez ten czas, nic nie da się zrobić. Jedyni przyjaźni kosmici mieszkają po drugiej stronie Marsa. Nie może przecież zostawić żyrafy. Sam też nie da rady podróżować.
Minęły trzy dni. W końcu przyleciała pomoc z piwem. W ostatnim momencie żyrafa się napiła. Inaczej już by zginęła a Manfred nie mógłby odnaleźć przyjaciół-kosmitów. Teraz jednak może wyruszać na dalsze poszukiwania.
Kilka godzin później cała armia Marsjaninów wyruszyła na pomoc Ziemi. Bez większych kłopotów zabiła kolorowe mumie. Ludzkość ocalona!!
-Na prawdę nie wiemy jak możemy się odwdzięczyć! - mówiła Meg do kapitana armii.
-Drobiazg. Może macie w zapasie trochę piwa? Bardzo nam posmakowało i chcielibyśmy mieć go na naszej planecie.
-Oczywiście! Już wam pakujemy do statku.
-Dzięki.
Napój zapakowany. Marsjaninie odlatują. Wszyscy machają im na pożegnanie. Chwile później odleciał Manfred. Tak zakończyła się ta przygoda. Błąd z przeszłości naprawiony. Obiecujmy, nigdy więcej orek ani mumii w kosmosie! Kot nam w zupełności wystarczy.
Wymyśliła i napisała Rigby. KONIEC!
piątek, 25 lipca 2014
:3
Dziś (25 lipca) Rigby i Rocki wyszły na dwór całkiem wcześnie. Na początku poszły do galerii, do Pepco po ramkę na obrazek otrzymany przez Rocki od Rigby, a potem do Chińczyka po tatuaże. Nie znalazły ich tam i poszły specjalnie po to do Pandy, a potem do Cztery pięćdziesiąt. Nie kupiły nic prócz naklejek (sweet) ze zwierzątkami. Rocki musiała iść na obiad do domu. Nie zapomniała jednak o Rigby i przyniosła jej 2 naleśniki( To miała być zemsta za to, że Rigby wpychała na siłę naleśniki Rocki) Po zjedzeniu postanowiły powiedzieć mamie rocki że świetnie wyszły jej te naleśniki. Nie wiedząc dalej co mają zrobić ze swoim życiem postanowiły pójść nad Czerwonkę (powysyłać listy) Wysyłały różnorodne - od Slender Man'a, przez koty latające na kolorowych żyrafach, do ataku Zombie. Zabrakło im kartek więc postanowiły pójść do Nerwotyka. Posiedziały na ławce i zastanawiały się czemu jest tak cicho na osiedlu Redoszównej. Nie ukrywając bardzo im się podobała ta cisza. Postanowiły więc pograć trochę w siatkówkę. Gra trwała z 30 minut. Zmęczone i z bolącymi nogami postanowiły odpocząć na ławce. Zza rogu wyłonił się Jakubinka ze świstakiem Dawidem, przejeżdżając świstak tylko odburknął do nich siema nindże* odpowiedziały mu na to siema świstaku. za nim szedł Jakubinka. Jakby nigdy nic przysiadł się do nich i zaglądał im do telefonu i do pamiętnika Rocki. Dziewczyny wygoniły go z ławki, a on uciekł do domu. Zanim całkowicie poszedł, Rocki zdążyła się spytać o której ma zamiar zabić Rigby. Ten zamiast godziny, odpowiedział jutro. Pomijając już fakt, że Rigby miała mieć tydzień życia od środy.
Reszta dnia mijała niezdecydowanie. Dziewczyny chodziły wszędzie, nie mogły znaleźć swojego miejsca jak zawsze. Zjadły czipsy na polanie, poszły znowu do Nerwotyka i tak się błąkały. Zaplanowały jutrzejszy wypad na miasto tzn. jazda na rolkach nad Liwcem i po okolicy, oraz później do pizzerii, a potem znowu rolki. Tak ma wyglądać jutrzejszy dzień.Ciekawe czy wyjdzie? Oraz, czy Rigby przeżyje (jutro Jakubinka ma ją zabić)?
Reszta dnia mijała niezdecydowanie. Dziewczyny chodziły wszędzie, nie mogły znaleźć swojego miejsca jak zawsze. Zjadły czipsy na polanie, poszły znowu do Nerwotyka i tak się błąkały. Zaplanowały jutrzejszy wypad na miasto tzn. jazda na rolkach nad Liwcem i po okolicy, oraz później do pizzerii, a potem znowu rolki. Tak ma wyglądać jutrzejszy dzień.Ciekawe czy wyjdzie? Oraz, czy Rigby przeżyje (jutro Jakubinka ma ją zabić)?
czwartek, 24 lipca 2014
Jakubinka,Stasiek i inni :3
Dzisiaj (tj. 23.07.14) wydarzyło się mnóstwo rzeczy! Otóż na początku nie mogłyśmy znaleźć swojego miejsca na świecie i chodziłyśmy, to od Czerwonki (gdzie wysyłałyśmy rzeczką liściki i historyjki) do Nerwotyka. Zaczęło mocno padać. W sumie, to była burza. Schowałyśmy się w naszym ulubionym miejscu. Siedziałyśmy na schodach. Rocki rysowała w notesie, a Rigby pisała opowiadania. W pewnym momencie na klatkę wszedł Jakubinka (to chłopak XD). Nie widział nas. Były co prawda zamknięte drzwi z szybą, ale również światło się paliło. Zeszłyśmy na dół pod owe drzwi czołgając się. On dalej nas nie widział. Nie wiemy kiedy, ktoś do niego zadzwonił. Jego dzwonek (durnny XD) tak nas rozśmieszył, że zaczęłyśmy się śmiać na całą klatkę. Wtedy już nas usłyszał i jeszcze się dziwił co my tu robimy. Poszłyśmy już usiąść na schody. Jakubinka, tak jakby otworzył parasolkę w naszą stronę, tak, że mu rączka pozostała w ręce a reszta odpadła XD. Wszyscy się śmialiśmy. Szybko naprawił. Potem chciał zobaczyć Rocki notes i Rigby'ego torebkę. Coś mu jednak nie wyszło bo w obronie rzeczy, Rigby pomazała go markerem xD.Potem już poszedł, deszcz się zmniejszył. Kiedy przestało padać my również ruszyłyśmy się z tego miejsca. Poszłyśmy pod klatkę Rigby'ego. Rocki czekała na schodach, ta poszła do domu. Kiedy wyszła zobaczyła Dziobaka (chłopak xd). Ten nie mieszka na tym osiedlu, i jeszcze się pytał co Rigby i Rocki tutaj robią. Odpowiedziała Rig. Hmm... no nie wiem, mieszkam tu?! Poszłyśmy ze śmiechem, jeszcze trochę gadając o jego głupim zachowaniu xD (inaczej mówiąc lekko obgadywałyśmy :3).
Po za tym Staśka widziałyśmy prawie ciągle, tak samo jak Jaśka.
Po za tym Staśka widziałyśmy prawie ciągle, tak samo jak Jaśka.
Nie przypominam sobie innych wydarzeń.
Do zobaczenia jutro!
Subskrybuj:
Posty (Atom)